piątek, 19 czerwca 2015

Z KRÓTKĄ WIZYTĄ NA GREENPOINT

Wybraliśmy się kilka dni temu do dzielnicy Greenpoint w New York City. Niestety wizyta była krótka i przy deszczowej, szaroburej pogodzie. Przez co z góry przepraszam za poniższe zdjęcia, ich jakość i niewielki zakres. 
Czym różni się Greenpoint od pozostałych dzielnic miasta? Ano tym, że to "Little Poland":) I choć dużo się tu słyszy o coraz to mniejszej sile Polaków na Greenpoint (sprzedają budynki, zamykają/przenoszą interesy) to ciągle jeszcze dzielnicę wymienia się, zaraz po Chicago, jako największe skupisko rodaków w USA. 
Po dość długiej jeździe przez Queens w końcu dotarliśmy i moim głównym celem jest polska księgarnia. Byłam już kilka razy, wiem, że gdzieś tu jest, ale zaraz, z której to było strony…Mam iść jeszcze dalej za McDonald's (ten to wszędzie się wciśnie) czy jest gdzieś przed…Nie pamiętam. Tymczasem zawiewa i leje deszcz, P. siłuje się z parkomatem, a ja wracam do samochodu po kurtkę i naglę słyszę coś co jest charakterystyczne dla tego miejsca…język polski - nasi! Oni z pewnością wiedzą gdzie się podziewa ta księgarnia. I wiedzieli i było bardzo miło ;)
Po drodze mijam jeszcze kilku "naszych", swobodnie się czujących - np. siedzącego na progu Pana o bosych stopach na chodniku (przez co zapewne te wątpliwego zdrowia paznokcie), ale jakże elokwentnie prawiącego czystą polszczyzną. 
Zajrzeliśmy tylko do księgarni, wersji Biedronki "by New York", piekarenki i jednego mięsnego (kiepskiego mięsnego zresztą). Niestety w ferworze tych naprawdę krótkich zakupów nie robiłam zdjęć tam gdzie te zakupy robiłam, a jedynie na chodniku i w samochodzie :/  Następnym razem postaram się bardziej 😉











Pozdrawiam 
SK









Brak komentarzy:

Prześlij komentarz