piątek, 19 czerwca 2015

ODKRYCIA KOSMETYCZNE: BURT'S BEES

Po przeprowadzce do Stanów musiałam nieco zweryfikować swoje przyzwyczajenia kosmetyczne, poszukać zamienników dla wypróbowanych produktów z Polski, przetestowane włączyć bądź nie do codziennej pielęgnacji lub makijażu. Jak już kiedyś wspominałam, wiele marek stosuje zmienione składy tych samych produktów w zależności od tego czy wysyłka jest na rynek amerykański czy europejski. W przypadku kosmetyków takie zmiany mogą stać się dość istotne dla poziomu zadowolenia z nich.
Dziś jednak nie o tym. Dziś o moim "odkryciu", o amerykańskiej firmie Burt's Bees, produkującej kosmetyki naturalne, bez konserwantów i toksycznych składników. Jej asortyment to w 100% (ponad połowa bogatego asortymentu) lub 99%  produkty skomponowane z naturalnych składników. Marka należy do NPA (Natural Products Association) czyli największej i najstarszej organizacji non profit, zrzeszającej m.in. producentów produktów naturalnych, bez konserwantów i toksycznych składników. Opakowania pochodzące z recyklingu i brak testów na zwierzętach to kolejne silne argumenty na korzyść Burt's Bees. Producent ma w swojej ofercie artykuły do pielęgnacji twarzy, ciała, włosów, a nawet pasty do mycia zębów czyli od koloru do wyboru. Często jednym z bazowych składników jest wosk pszczeli - co zresztą sugeruje nazwa marki 🐝😉. 
Wychodzę z założenia, że kosmetyki naturalne to raczej długodystansowce i nie należy spodziewać się natychmiastowych rezultatów, podobnych do tych osiąganych przez kosmetyki o chemicznym składzie. Trzeba mieć na uwadze działanie opierające się na systematyczności, a nie "już po pierwszym użyciu", ale świadomość nie faszerowania własnego organizmu substancjami chemicznymi, przynajmniej w jakimś zakresie, jest w dzisiejszym świecie na wagę złota.
Wracając do Burt's Bees, ciągle jeszcze jestem na etapie poznawczym, ale dwa produkty już weszły, raczej na stałe do repertuaru codziennej pielęgnacji.
Balsam do ust. Jestem szczęśliwą posiadaczką trzech, dwa zasilają najczęściej używane torebki, jeden jest częścią szuflady w łazience. W 100% naturalne. Zapach neutralny, naturalny. Jak się sprawują? Świetnie. Może nie utrzymują się na ustach rekordowo długo, ale wystarczająco żeby skutecznie zapobiegać suchości i spierzchnięciu moich ust. I w ich przypadku działanie, jak na produkt do ust przystało, jest szybkie. Warto podkreślić dużą wydajność pomadki - używam codziennie, a to moje pierwsze opakowania zakupione dobre pół roku temu.  

Krem do mycia twarzy (konsystencja przypomina krem). Produkt do skóry wrażliwej, z większością cech ważnych dla pielęgnacji naszej twarzy (patrz opakowanie powyżej). Już jakiś czas temu ograniczyłam intensywność makijażu (na co pozwolił mi również ustabilizowany stan mojej cery), głównie stosowanie podkładu, ale i z usunięciem "lekkiego" czy pełnego makijażu Burt's Bees całkiem nieźle sobie radzi. Jest przy tym delikatny i nie podrażnia skóry. Jedyne co mam mu do zarzucenia, to pewna trudność w zmyciu produktu - jest dość tłusty i wymaga długiego spłukiwania ciepłą wodą. Niemniej efekt końcowy mi odpowiada i dlatego to już moje trzecie lub czwarte opakowanie (przy średniej wydajności). 

Marka cieszy się dużym zaufaniem ze strony klientów, to i asortyment znika z półek w szybkim tempie.  Jak widać najpopularniejszy jest flagowy produkt marki: balsam do ust. 

W Stanach takie stoisko Burt's Bees możemy spotkać chyba w każdym sklepie oferującym sprzedaż kosmetyków. Wiem, że w UK też bez problemu można się zaopatrzyć. W Polsce - niestety nigdzie nie spotkałam charakterystycznych opakowań. Szkoda, ale wszystko jest do nadrobienia 😉

Pozdrawiam 
SK




  

2 komentarze:

  1. Hm a mi szczerze mówiąc kosmetyki tej marki nie przypadły do gustu. Nie wiem, może moja skóra jest jakaś inna :P Pomadki wciąż najlepsze dla mnie są z Carmexu :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba tak to już jest z kosmetykami - coś co sprawdza się u jednych, drugim nie przypadnie do gustu :)

      Usuń