piątek, 19 czerwca 2015

SPOTKANIE TRZECIEGO STOPNIA ZE SKUNKSEM WE WŁASNEJ OSOBIE

Na spacerze zawsze można spotkać kogoś ciekawego…A już w ogóle na wieczornym i w pobliżu rzeki. 
NIE, nie oberwałam cuchnącym arsenałem - na szczęście bo zupełnie nie miałabym ochoty moczyć się w soku pomidorowym (podobno pomaga jakoś pozbyć się odoru) i wyrzucać ulubionych jeansów (ubrania są skazane na wyrzucenie). 
Niemniej obawiam się, że zwyczajnie trafiłam na dobry humor jegomościa skunksa…
W pierwszej chwili, kiedy zobaczyłam małe, puchate zwierzątko jako niedoświadczona Europejka chwyciłam za telefon i dawaj robić zdjęcia. Nie widać dobrze? No to trzeba podejść bliżej, nie? P. jest jednak na posterunku i kiedy usłyszałam prosty, ale jakże skuteczny komunikat "nie podchodź tak blisko bo cie obsika" natychmiast przyszło opamiętanie, a przez głowę przeleciały wspomnienia przejeżdżania w miejscach w których jakiś skunks zostawił po sobie cuchnący ślad. Okropny smród, utrzymujący się niespotykanie długo (żeby tak perfumy miały taką trwałość - flakon na dziesięciolecia by wystarczył).  
Skunksy mogą wyrzucać z siebie "materiał obronny" na odległość nawet 6 metrów (jaki to musi być splot mięśniowy!), więc zdjęcia są robione z bezpiecznego, niedenerwującego go oddalenia. 









Brak komentarzy:

Prześlij komentarz