Dziś o jednej z książek, którą przeczytałam już jakiś czas temu. Dlaczego napiszę akurat o tej? Bo to po prostu wdzięczny temat, jest co pochwalić, co skrytykować. Lepiej być nie może.
Do Anny Wendzikowskiej mam ambiwalentny stosunek. Po lekturze jej książki nie uległ specjalnej zmianie. W zasadzie, o ile nie czuję jakiejś niewytłumaczalnej, samoistnej antypatii i jeśli ktoś mi wyraźnie nie zajdzie za skórę to staram się nie oceniać i nie nastawiać negatywnie do nikogo. Mogą mi się nie podobać jakieś poczynania, ale mam silną świadomość drugiego końca kija. I właśnie z takim nastawieniem zasiadałam do lektury - doceniam doświadczenie, mam świadomość jakiejś autokreacji, ale nie chcę wyciągać pochopnych wniosków.
Ileż ostatnio na rynku pojawiło się pozycji pod podobnym patronatem…Nie do końca potrafię podejść poważnie do wszystkich tych "poradników", a korzyść finansowa chyba zbyt często przyćmiewa wartość merytoryczną. W tym jednak przypadku wg mojej oceny autorka miała czym się podzielić. Umówmy się: jej grupa zawodowa o tej konkretnej specjalizacji nie jest liczna. Wywiady trwające nie dłużej niż 5 minut podczas intensywnej promocji światowych produkcji filmowych przypominają raczej fabrykę z pracą przy taśmie. Jak tu rozwinąć rozmowę mając kilka minut, a na przeciwko aktora, dla którego jest się 20 z kolei "zadawaczem" pytań (często tych samych) i to jeszcze przed obiadem. Gdyby nie cała reszta możliwości jednej i drugiej strony to normalnie, aż bym współczuła.
I tak w książce mamy możliwość wejścia do tej fabryki. Fabryki o nazwie "junket" (branżowa nazwa). Poznajemy ludzi stojących na ogół przy taśmie i przynajmniej niektóre reakcje aktorskich sław, tych większych i tych mniejszych. Nie zapominajmy, że poznajemy ich w pracy ponieważ promocja filmu to właśnie element ich pracy - nic innego (tylko niewielu tych największych twórców filmowych może sobie pozwolić na nieuczestniczenie w tym etapie - np. taki Al Pacino czy "nasz" Roman Polański). W książce przewijają się dość ciekawe informacje na temat kulis tych dużych promocyjnych przedsięwzięć.
Od zawsze osoby publiczne z każdej dziedziny budziły zainteresowanie i ciekawość. Mniejsze, większe, chore czy pełne podziwu. Osobiście mam swoich aktorskich ulubieńców i choć unikam czytania o nich wyssanych z palca "newsów" w plotkarskich czasopismach to chętnie czytam np. autoryzowane wywiady.
Autorka książki zdaje się reprezentować dziennikarstwo bliższe autoryzacji, że tak to ujmę czyli stara się do każdej rozmowy przygotować, zachować takt i nie szukać tanich sensacji głównie w sferze prywatnej swojego rozmówcy, a skupić się na zawodowych dokonaniach. Opisy rozmów z aktorami w książce "Pytania o Hollywood" wydają się być szczere i są oczywiście subiektywnym odbiorem autorki.
W ciągu tych kilku minut można kogoś polubić lub nie, można wyciągnąć jakieś wnioski np. o poczuciu humoru, ale w warstwie powierzchownej i trudno spodziewać się czegoś więcej. Aktorzy to też ludzie. Miewają gorsze i lepsze dni, sprawy o których nie chcą gadać i reprezentują mniejszy lub większy profesjonalizm w pracy. Miejmy dystans i świadomość, że ile byśmy o nich nie przeczytali, ile nie obejrzeli to dopóki człowieka nie poznamy prywatnie to go po prostu nie znamy.
Okładka. Hmm. W tle jedni z najpopularniejszych aktorów, a na pierwszym planie? Autorka i jej biust. Tak wyszło, taki krój? Oj chyba nie. Cóż, w końcu często obcując z Hollywood nie trudno wyciągnąć wnioski o znaczeniu biustu w machinie promocyjnej. Szkoda bo osobiście wolę kiedy okładka woła do mnie coś o treści, a nie zastanawia gdzie ktoś kupił taki biustonosz modelujący.
Poza tym: twarze aktorów na taśmie filmowej, doprawdy odkrywcze.
Tak sobie myślę, że kiedy wydaje się książkę to powinno się przyłożyć do jej redagowania tak żeby czytelnik nie mógł w trakcie zdać sobie sprawy, że np. te same zdania czytał już przed chwilą i odnosiły się one do kogoś zupełnie innego. Odniosłam wrażenie, że do tego procesu wydawniczego ktoś się nie przyłożył.
Główny powód przywiezienia tej książki z Greenpointu. Meryl Streep, którą podziwiam za talent, profesjonalizm i podejście do życia. Przeczytawszy fragment o Niej nie byłam niczym zaskoczona, ale miło utwierdzona w swoim przekonaniu.
Podczas lektury kilka razy miałam to miłe poczucie - np. S. J. Parker, Justin Hoffman, Susan Sarandon czy Helen Mirren mnie nie rozczarowali, ale i kilka razy się zdziwiłam np. kiedy na tapetę wchodził Bruce Willis czy Shia LaBeouf.
Zabawię się w punktacje i przyznam: 5/10.
Pozdrawiam.
Podczas lektury kilka razy miałam to miłe poczucie - np. S. J. Parker, Justin Hoffman, Susan Sarandon czy Helen Mirren mnie nie rozczarowali, ale i kilka razy się zdziwiłam np. kiedy na tapetę wchodził Bruce Willis czy Shia LaBeouf.
Zabawię się w punktacje i przyznam: 5/10.
Pozdrawiam.



no w końcu coś ruszyło na blogu...
OdpowiedzUsuńMiło mi, że ktoś czeka ;)
OdpowiedzUsuńno czeka czeka i właśnie czyta o autobusach...
OdpowiedzUsuńTym bardziej mi miło…
OdpowiedzUsuńI czeka na jeszcze,nie żeby nie miała co robić... Ale miło poczytać.
OdpowiedzUsuń;)
Usuń