wtorek, 11 sierpnia 2015

O TRANSPORCIE MIEJSKIM

Mieszkam na terenach uchodzących za podmiejskie (wokół zdecydowanie mniejszego miasta niż NYC) i pamiętam, że kiedy tu przyjechałam zdziwił mnie słabo rozwinięty transport publiczny. Amerykanie zdecydowanie częściej wybierają samochód. Istnieją jednak zwolennicy (z przekonania i tacy bez czyli z konieczności) poruszania się transportem miejskim. Skupię się na autobusach bo zdarza mi się być ich pasażerem.





Tutejsze autobusy raczej nie przypominają tych znanych z polskich dróg, co wypada, moim zdaniem, zdecydowanie na niekorzyść tutejszych. Autobus na powyższym zdjęciu trudno nazwać nowoczesnym środkiem lokomocji i mówię też o jego wnętrzu. Zastrzegam jednak, iż na flotę transportu miejskiego Hrabstwa Dutchess składają się również zdecydowanie nowocześniejsze jednostki. 

Dwa fakty przemawiają bezapelacyjnie na korzyść amerykańskiego lokalnego transportu autobusowego. Po pierwsze: płacimy $1,75 za każdy przejazd, kwotę niewielką i niezmienną (to tak jakbyśmy płacili 1,75zł - przy corocznym podnoszeniu opłat np. przez poznańskie MPK to kwota marzenie). Nie wiem czy na wszystkich trasach, ale posiadając uniwersyteckie ID za przejazd nie płacimy wcale. 
Kierowca nie zajmuje się przyjmowaniem opłat za przejazd, takowe uiszczamy umieszczając pieniądze w swoistej dużej skarbonce, znajdującej się zaraz przy wejściu. To nie żadne wymyślne technicznie urządzenie, a zwykły metalowy "pojemnik "z przeszklonymi bokami. Może się mylę, ale wkładane pieniądze, a właściwie ich ilość nie jest kontrolowana. Na "resztę" nie mamy co liczyć, ale przy tylu jednodolarówkach w obiegu, ciężko tu być bez "drobnych" w portfelu. 
 Po drugie i jeszcze lepsze: wsiadamy i wysiadamy nie przejmując się przystankami, które w zasadzie nie istnieją. Autobus zatrzyma się na każdym odcinku trasy, niezależnie czy będzie to środek miasta czy droga szybkiego ruchu. Wystarczy stać przy trasie autobusu i dać znać kierowcy, że interesuje nas żeby się zatrzymał. Prosta sprawa. Moim faworytem jest jednak odwrotna sytuacja czyli to co musimy zrobić żeby wysiąść. Mianowicie przez całą długość autobusu, po obu stronach, poprowadzono tajemnicze linki, tuż nad oknami, ale na wyciągnięcie ręki. "Ja tylko pociągnął"i już sygnał płynie do kierowcy, a ten natychmiast rozpoczyna hamowanie.  
Mając takie udogodnienia (docieranie na czas do przystanku nigdy nie było moją mocną stroną) mogę wybaczyć małą częstotliwość kursów (średnio co 1,5 godziny), a co do poprowadzenia tras - nie mam zastrzeżeń. 

Pozdrawiam 
SK

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz