W prawdzie od naszej wizyty w mieście Niagara Falls minęły już prawie dwa lata, jednakże żywioł jakim są wodospady jest nie do zapomnienia:) Zacznę może od kilku informacji. Na początek wspomnę, że nie ma jako takiego wodospadu Niagara… Niagara Falls to nazwa dwóch miast leżących po jednej i po drugiej stronie rzeki Niagara, która oddziela część amerykańską od kanadyjskiej. Atrakcją turystyczną są trzy ogromne wodospady: "American Falls", "Bridal Veil Falls" (amerykańska strona) i "Horseshoe Falls" (po stronie kanadyjskiej)…Nie wiem dlaczego, ale zupełnie inaczej wyobrażałam sobie całość. Spodziewałam się jednego ogromnego wodospadu umiejscowionego wśród wysokich drzew, natury - tymczasem zgadza się jedno: wśród wysokich…, ale budynków… P. rozwiał moje wyobrażenia już w drodze, był tam wcześniej - w końcu Niagara Falls leży w stanie New York, rodzinnym stanie P. I tak w pewnym momencie drogi, po około 5 godzinach trasy (tak, tak żeby przejechać z jednego końca naszego stanu na drugi potrzebnych jest jakieś 6 godzin), usłyszałam: "jesteśmy na miejscu"…Ja tu się rozglądam, a dookoła tętniące życiem miasto, wszystko w całkowitej opozycji do tego czego się spodziewałam. P. wskazuje mi jednak obłok pary wodnej na horyzoncie i upiera się, że to tam bez dwóch zdań…
Zaparkowaliśmy na parkingu i udaliśmy się do parku…właśnie takie wrażenie odniosłam: miasto i park miejski, z tą różnicą, że główną atrakcją nie był plac zabaw czy pomnik, a wodospady…Popisowo rozwinięta infrastruktura turystyczna przewiduje oczywiście wiele atrakcji, od możliwości podpłynięcia statkiem pod same wodospady (skorzystaliśmy) po sklepy z pamiątkami i restauracje (wiadomo, jak tu wyjechać bez kupienia kilku pamiątek). Mnie najbardziej przypadły do gustu specjalne pomosty połączone schodami, wijące się między ogromnymi głazami tuż pod kaskadami. Mamy je do dyspozycji z obu stron. Dzięki gumie, która pokrywała schody i pomosty, nie było obaw o poślizgnięcie, niemniej taka wyprawa znacznie podnosiła poziom adrenaliny we krwi, czuło się miażdżącą siłę wody. Kiedy o tym mowa, trudno ponownie nie wspomnieć o zapierającym dech w piersiach (dosłownie, jak pod intensywnym prysznicem) rejsie.
Przy zakupie biletów (nie pamiętam kwot, kojarzy mi się tylko około 25$ za osobę na rejs statkiem) otrzymaliśmy foliowy płaszcz (właściwie dwa, niebieski na czas rejsu i żółty do pokonywania schodów) i obuwie (sandały z antypoślizgową podeszwą), ale nic nie mogło nas uchronić przed wyglądem zmokłej kury. Jadąc do, w samochodzie działała klimatyzacja, ale jadąc z, pełną parą ogrzewanie:) Dodam tylko, że byliśmy tam w maju, jakoś na początku i pogoda do upalnych nie należała, o nie. Zimno mi na samo wspomnienie. Z tego względu eksplorację turystycznych atrakcji zakończyliśmy na stronie amerykańskiej, a i tam nie wykorzystaliśmy pełni oferty (nie byliśmy w Jaskini Wiatrów - dla niektórych nazwa lekko dwuznaczna). Choć wg wielu to właśnie ze strony kanadyjskiej rozpościera się najlepszy widok. Tak, w ramach informacji turystycznej: nie jestem pewna na 100%, ale Kanada nie wymaga chyba wizy turystycznej, więc posiadając takową amerykańską, po uiszczeniu niewielkiej opłaty (a ta jest pobierana przez automat chyba nawet w drodze powrotnej) po przejściu przez most, co zajmuje podobno grubo ponad godzinę, możemy podziwiać, podziwiać i jeszcze raz podziwiać:) Mimo wszystko, czy czułam niedosyt? NIE. Widoki i po stronie amerykańskiej były przepiękne:)
Więcej szczegółów, które chciałabym opisać sobie nie przypominam, ale coś mi mówi, że jest duże prawdopodobieństwo powrotu tam za jakiś czas i odświeżenia wspomnień:)
Pozdrawiam:)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz