A już myślałam, że nie odziedziczyłam ani krzty zdolności krawieckich. A teraz mogę dumnie powiedzieć, że nie odziedziczyłam PRAWIE żadnych zdolności krawieckich po mamie, babci i innych członkiniach rodu, które szyły, dziergały, przerabiały, wyszywały, pruły, skracały, poszerzały itd itd Mimo, że czasy wymagające największej inwencji i kreatywności krawieckiej czyli PRL dobiegły końca, w mojej rodzinie ciągle wykorzystuje się nabyte umiejętności i tak np. "spod igły" mojej mamy wychodzą piękne, misternie wyszywane obrazy:)
Ja tymczasem jestem w posiadaniu świetnie leżących spodni marki GAP w fasonie "slim boyfrient" z jedną małą wadą, mianowicie za krótkie nogawki. Chcąc je nosić podwinięte, musiałabym się pogodzić z długością a la"rybaczki" czego zaakceptować nijak nie potrafię z powodu charakterystycznych dla popularnych "boyfriendów"szerszych nogawek. Nawiasem mówiąc, za tą długością nigdy specjalnie nie szalałam. Wpadłam jednak na genialny (mam nadzieje, że ironia jest oczywista) w swej prostocie pomysł z doszyciem samego "podwinięcia"… Zdjęcia poniżej przedstawiają prototyp, wykonany z innych spodni, notabene również Gap i chyba przy tym już zostanę. Teraz wystarczy już tylko połączyć jedno z drugim jakimś wytrzymałym "ściegiem"(czytaj: przeszyję taką ilością nitki żeby się trzymało bo i tak ten etap będzie przykryty podwiniętą nogawką) i można pokazać się "na mieście":)


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz