niedziela, 28 grudnia 2014

PIĘĆ ARMII I HOBBIT

Byłam na ostatniej odsłonie, ostatniej trylogii Peter Jacksona, HOBBIT.BITWA PIĘCIU ARMII. Wiem, że niektórzy (wcale nie niewielu) fani J.R.R Tolkiena podzielają niezgodę i oburzenie spadkobiercy pisarza dla filmowych adaptacji, rozumiem to i szanuje, ale osobiście ubolewam, że z tego powody "Silmarillion" nie trafi na warsztat Jacksona. Wracając...
Film minął mi szybko, ale to dla mnie nie nowość ponieważ wszystkie części trylogii tej i poprzedniej absolutnie nie dłużyły mi się w kinie (w zupełnym przeciwieństwie do "Avatara" niestety). Chcąc uporządkować wrażenia….
OBSADA I POSTACI 
Świetni Ian McKellen - trudno wyobrazić sobie inne spojrzenie Gandalfa z za tych krzaczastych brwi.
Martin Freeman - przyznaje, miałam wątpliwości, ale kiedy pierwszy raz zobaczyłam młodego Bilba w na ekranie, wątpliwości się pozbyłam. W trzeciej części jest już całkowicie zjednoczony z rolą, ta mimika, te spojrzenia - dla mnie to czysty Bilbo.
Richard Armitage (Thorin) - dostojeństwo i stanowczość władcy krasnoludów plus żądza bogactwa i buńczuczność tego plemienia, oddane wyśmienicie. To jedyny krasnolud za którym bym się obejrzała na trakcie;) 
Luke Evans - nie mam do czego się przyczepić, dobra gra, szlachetne rysy. Swoją część filmu wydarł sobie całkiem przekonująco. 
Orlando Bloom - przystojniak jakich mało, ale gra trochę sztywno, sceny raz mu wychodzą lepiej, raz  gorzej. Na szczęście elfy z natury są nieco usztywnione, więc Legolas wypadł przekonująco. Mała dygresja w odniesieniu do Władcy Pierścieni - Legolas był dla mnie elfem nr 1 do czasu pojawienia się na ekranie Haldira, natomiast Haldir był dla mnie elfem nr 1 do czasu pojawienia się…………..
Cate Blanchett - dla mnie w tej trzeciej odsłonie Galadriela ukazuje nowe oblicze, nową moc i to wszystko dzięki Cate Blanchett, aktorki fenomenalnej. Cieszę się z dodania sceny przepędzenia Saurona z Dol Guldur, fajna była.
Evangeline Lilly - nie przepadam za tą aktorką od czasu pewnego popularnego serialu, więc nie ucieszył mnie pomysł Jacksona obsadzenia nią roli Tauriel i w pierwszych dwóch częściach "Hobbita" byłam zadowolona jedynie z faktu, że śmigająca po czym się da elfica przynajmniej nie psuje mi odbioru filmu. Mój stosunek do Tauriel zmienił się w ostatnią środę i z przyjemnością stwierdzam, że wątek miłości między krasnoludem Kilim, a Tauriel był dla mnie prawie całkowicie satysfakcjonujący. 
Lee Pace - wymieniam go dopiero na końcu, ale nie ma to nic wspólnego z wartościowaniem przeze mnie postaci. Ponieważ Thranduil wywarł na mnie w trzeciej części wrażenie ogromne i chyba największe. Nie ukrywam, że jako kobietę zachwyciły mnie warunki fizyczne aktora w przekładzie na tą konkretną rolę: wysoki wzrost, smukła acz postawna sylwetka, pociągła twarz idealnie współgrająca z jasnymi włosami władcy Mrocznej Puszczy, stalowe spojrzenie i nawet te brwi, wszystko podkreślone pięknymi szatami króla elfów. Do tego elfia wyniosłość, duma i późniejsze zwycięstwo elfiej mądrości i szlachetności. Lee spisał się w 100% 
Nie wymieniam pozostałych aktorów wcielających się w krasnoludów, niech wystarczy, jeśli napiszę, że odebrałam ich pozytywnie i nic a nic mnie nie raziło. 

SCENOGRAFIA i EFEKTY SPECJALNE 
Peter Jackson to potrafi. Tak, bez wątpienia ten facet wie co to jakość w tej materii. Jest tajemniczo, monumentalnie, realistycznie i porywająco czyli tak jak powinno być. Zatrudnieni zostali najlepsi w branży i to widać, dano im ogromny budżet i to również widać. Czy przebija Władcę, choćby tym, że mijające lata przyniosły nowe rozwiązania technologiczne? Nie, tego nie widać, przynajmniej ja nie zauważyłam. Wg mnie natomiast duży plus należy się za przedstawienie miasta na jeziorze.
Umówmy się, jestem typową kobietom i sceny batalistyczne same w sobie nie są moimi ulubionymi, ale szczerze powiedziawszy, po tytułowej bitwie spodziewałam się czegoś więcej. Nawet na mnie walka w Helmowym Jarze wywarła wrażenie, czego niestety nie mogę powiedzieć o ostatnim starciu w "Hobbicie". Nie, nie było jakoś bardzo źle, bitwa zajmuje jakąś połowę całości filmu i gdyby coś było nie tak, odczułabym to choćby wiercąc się na twardym kinowym fotelu.  Tylko trochę, troszeczkę uwierała komputerowo zwielokrotniona armia jednych, drugich, trzecich i czwartych…może gdyby dać tam coś innego…czepiam się, reżyser by mi powiedział: wymyśl sobie mądralińska coś lepszego i miałby racje. Ujmę to tak: Władcy nie przebili, ale zadowolona i tak jestem bardzo. 

MUZYKA
Nie wyróżniała się niczym nowym, towarzyszyła scenom, z pewnością pasowała bo nic mnie nie raziło, ale zwracałam na nią uwagę tylko wtedy kiedy sięgano po znajome, ukochane takty z pierwszej trylogii. 

To na tyle i pozdrawiam

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz