niedziela, 3 maja 2015

Z AMERYKAŃSKIEGO SUPERMARKETU

Dzisiaj dla odmiany zrobiłam kilka zdjęć typowo amerykańskim produktom. Skupiłam się na słodyczach i to tych znanych również w Polsce.

M&M's
W ojczyźnie M&M's mamy dużo większy wybór smaków: mleczna czekolada z preclem, miętowe, wiśniowe, kokosowe, z wszędobylskim masłem orzechowym, cynamonowe itd Producent proponuje też większy wybór w zakresie wielkości opakowania…
 Nie jestem miłośniczką tego przysmaku, ale zdecydowanie M&M's to pozycja kultowa w branży. 



OREO
W Polsce pojawiły się stosunkowo niedawno (przynajmniej wg moich obserwacji, kilka lat temu), w USA silną pozycję na rynku wyrobiły sobie ponad 100 lat temu!!! To całe pokolenia zjadaczy, więc i idealna sytuacja dla producenta bo co wpływa lepiej na słupki sprzedaży niż sentyment konsumenta. Kiedy pierwszy raz przyjechałam do Stanów i udałam się na oględziny tutejszych sklepów spożywczych, ilość i różnorodność tych małych ciasteczek mnie zaskoczyła. Są wszędzie, we wszelkich możliwych kombinacjach. Mało tego są często składnikiem czy  "smakiem" innych dań: lody o smaku Oreo, serniki o smaku Oreo, shake czy nawet ciasteczka o smaku ciasteczek Oreo to norma. Wspomnę jeszcze, że podobnie jak w przypadku wielu innych produktów, nie tylko spożywczych bo dotyczy to również kosmetyków, skład masy ciasteczek kierowanych na rynek europejski różni się od tego przyjętego w USA. 


I NA KONIEC DESER 
Czy muszę pisać, że ciasta i wyroby cukiernicze w Stanach odznaczają się wysoką, a może lepiej napisać, wyższą kalorycznością? Nieee. Oczywiście w Polsce zjedzenie kawałka czekoladowego tortu też znacznie podnosi poziom glukozy we krwi, ale obawiam się, że przy tych serwowanych tutaj to pikuś. Jeden cukier!!! 
Przypomina mi się świetna polska komedia, z czasów kiedy jeszcze polscy twórcy potrafili robić, zaryzykuje słowem, genialne komedie, a zresztą jakie to ryzykowne stwierdzenie, przecież trylogia o Pawlaku i Kargulu genialna jest i kropka, ale ja nie o tym tylko o "Poszukiwany, poszukiwana" majstersztyku Stanisława Barei chciałam. Z popisową rolą Wojciecha Pokory gdzie poruszony został wątek badania zawartości "cukru w cukrze"…

Wyglądają pięknie, kolorowo, apetycznie, a słodkość załatwia… np. wpakowany kilogram słodziku.

Nie powiem, żeby słynny amerykański "cheesecake" nie przypadł mi do gustu, nawet wczoraj jadłam pyszny (nie, nie o smaku Oreo bo akurat tych połączeń unikam), ale ciągle #1 jest tradycyjny sernik wg przepisu cioci.  
Nie powiem też, że zupełnie nie mamy szans na zjedzenie dobrego, "zdrowego", tradycyjnego ciasta w USA. Jak człowiek poszuka to znajdzie. 

Wiem jedno, pozwalając sobie na kawałek ciasta rodem z amerykańskiej cukierni intensywniej myślę "ale ci w biedra pójdzie"niż podczas pałaszowania polskiego wyrobu. Jednakże, żeby nie stracić zwycięstwa na froncie dbania o figurę to gdziekolwiek by się nie mieszkało, nadmiernie odwiedzana cukiernia nie okaże się naszym sprzymierzeńcem. Taka prawda. 

Chcąc oddać sprawiedliwość społeczeństwu, w którym przyszło mi żyć, muszę przyznać, iż coraz większa świadomość żywieniowa nie jest domeną tylko Europejczyków. W USA te jak dotąd większe normy dla zawartości niektórych składników w pożywieniu (w tym cukru) zdecydowanie maleją,  a i  producenci dobrowolnie i drastycznie zmniejszają kaloryczność swoich produktów chcąc wpisać się w panujące coraz zdrowsze trendy.  No i to co niezmiernie ważne, mianowicie cokolwiek dosypią, doleją czy wmieszają, w tych prawdziwych ilościach, musi znaleźć się na etykiecie wymienione po słowie "ingredients". Gwarantuje to restrykcyjne pod tym względem amerykańskie prawo: możesz zjeść kilogram cukru w jednym ciastku, ale przynajmniej zrobisz to świadomie. Oczywiście jeśli jak na świadomego konsumenta przystało, pofatygujesz się i przeczytasz etykietę nie tylko w tej części z nazwą. 

Pozdrawiam słodko 

1 komentarz:

  1. Desery najlepsze :D Wybór faktycznie większy, niż u nas :) W Londynie jest wieeeelki sklep M&M, gdzie można kupić z nimi wszystko :D

    OdpowiedzUsuń