czwartek, 9 kwietnia 2015

TO NIE EUROPA, ALE JEST CO ZWIEDZAĆ

Nie ma dla mnie wątpliwości, że Europa to kontynent proponujący wszystkim miłośnikom historii cały wachlarz miejsc do zwiedzania. Klimat Starego Kontynentu, jego budowle ze starożytnymi świątyniami, średniowiecznymi zamczyskami oraz renesansowymi czy barokowymi pałacami na czele stanowią niekwestionowany cel wypraw milionów zwiedzających. I dla mnie w tej kwestii Europa zawsze będzie wyprzedała Amerykę Północną. Dlatego przyznam, że nie spodziewałam się czuć w Stanach specjalnie często atmosfery dawnych czasów zaklętych w jakiś długowiecznych murach, którą czuje się w takich miejscach jak choćby Rogalin, Objezierze czy Kórnik w Wielkopolsce. Mile się jednak rozczarowałam:) Okazuje się, że w USA mają do zaoferowania nieco więcej w temacie świadectw historii niż np. Graceland (Narodowy Pomnik Historii USA, legendarna siedziba Elvisa w Memphis, którą tak na marginesie również chętnie bym zobaczyła - w końcu chodzi o króla Rock and Rolla)… 
Przekonałam się również, że amerykanie z dużą atencją podchodzą do upamiętniania miejsc dla nich ważnych, starannie zachowując najmniejsze detale. Już zwiedzając najbliżej nas położone miejsca trudno było się opędzić od podobnych refleksji. Świadectwa minionych wieków i dziesięcioleci, dziś dobrze zachowane i co ważne - sprawnie zarządzane, cieszą turystów i samych amerykanów, którzy wydaje mi się, chętnie zapoznają się z własnym dziedzictwem.  


Tablica witająca przyjezdnych do Hyde Parku. Miasteczka w którym urodził się prezydent Franklin Delano Roosevelt. Dla społeczeństwa amerykańskiego to postać kultowa - dla nas Polaków i Europejczyków…no cóż - Jałta i wszystko jasne (przynajmniej dla tych, którzy nie spali na lekcjach historii ;P).  


W Hyde Parku do dyspozycji zwiedzających mamy świetnie wyeksponowaną posiadłość rodzinną prezydenta (Franklin D. Roosevelt Presidential Library and Museum) na co składa się kompleks różnych budynków, ogród, biblioteka, sklep z pamiątkami (no ba), program wycieczek z przewodnikami…czego tylko turysta zapragnie.  





A to już jedna z dawnych posiadłości amerykańskiej rodziny Vanderbilt, wybudowana przez wnuka samego "Commodore" (Cornelius Vanderbilt) czyli swego czasu najbogatszego człowieka w USA. 
Jedna z wielu powstałych na życzenie poszczególnych członków słynnej rodziny, ale klasycystyczna architektura na tle rzeki Hudson nadaje temu miejscu całkiem wyjątkowy charakter. Przynajmniej wg mnie. 

  




Bogato zdobione wnętrza oniemieją przepychem, a przewodnik informuje iż niegdyś sprowadzono do tego miejsca m.in. wazy z czasów dynastii Ming czy XV wieczne flamandzkie gobeliny. Nie jestem tego pewna, ale przypominam sobie coś o chęci Fredericka Vanderbilt do odwzorowania w jakimś stopniu słynnego, francuskiego pałacu… ni mniej, ni więcej tylko Wersalu! Ambitnie, a co!:D 
Podobno zlecono najlepszym rzemieślnikom owych czasów np. odwzorowanie 1 do 1 wyposażenia, mebli i części pomieszczeń…

Pozdrawiam




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz