Nie wiem czy to dotyczy wszystkich przebywających na emigracji Polaków, ale ja widząc "coś polskiego" uśmiecham się od ucha do ucha:) A, że Polonia w USA to mniejszość z tradycjami oraz ciągle stosunkowo liczna, więc od czasu do czasu mam okazję do tego niemal patriotycznego uśmiechu :)
Robiąc zakupy zawsze rozglądam się za działami z produktami europejskimi. Raczej nie są zbyt okazale zaopatrzone, ale zazwyczaj znajdę jakieś ogórki kiszone czy Prince Polo (dobre i to), a taki widok niezmiennie jak do tej pory mnie cieszy. Tak na marginesie, pamiętam jak przy okazji pierwszych spędzanych tu świąt chcąc przygotować tradycyjną sałatkę jarzynową nieźle się nabiegałam w poszukiwaniu kiszonych ogórków, których próżno szukać na półkach z amerykańskimi ogórkami konserwowymi (choć ostatnio mówi się o wzmożonym zainteresowaniu amerykanów "sfermentowanym jedzeniem" w tym dobrze znanymi w Polsce ogórkami kiszonymi, kapustą kiszoną czy kefirem).
Najfajniej jest kiedy spotykam większy lub mniejszy polski akcent całkowicie się tego nie spodziewając…Tak jak w przypadku wspomnianego wcześniej pomnika Kazimierza Pułaskiego czy…
…sytuacji kiedy jadąc ulicami Manhattanu dostrzegłam budynek Konsulatu Generalnego Rzeczypospolitej Polskiej…
Pozdrawiam
SK:)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz