Najczęściej odwiedzanym przez nas "polskim sklepem" jest "PIAST" w Garfild w stanie New Jersey. Jakiś miesiąc temu zrobiłam kilka zdjęć owego bastionu polskiego smaku w USA, ale nie byłam przekonana o słuszności umieszczenia ich na blogu - to w końcu po prostu sklep spożywczy. Wczoraj byliśmy jednakże na przedświątecznych zakupach i tym natchniona postanowiłam je tu umieścić mimo wszystko (tych zdjęć przecież nie zrobiłam z myślą o rodzinnym albumie).
Jeśli ktoś jest ciekaw jak wygląda "polish store", proszę uprzejmie:
Prawda, że kawałek konsumenckiej Polski (może takiej "lekko" sprzed lat - ta boazeria na ścianach…) w USA?
Jeśli chodzi o ilość i jakość towaru to prezentowany powyżej "Piast" jest naszym absolutnym faworytem, podejrzewam zresztą, że jest tak dla większości Polonii z regionu, a przynajmniej po tej stronie rzeki Hudson - po drugiej, spragnionych rodzimych produktów, przyciąga sam Greenpoint.
Niedaleko otwarto "Biedronkę" lub powiedzmy sobie szczerze jakiś rodzaj jej hybrydy, ale tam nie ma szans na świeże wędliny i sery, pieczywo czy prasę.
W "polskim sklepie" nie wszystko jest takie na wskroś polskie, swoje miejsce mają tam i amerykańskie towary np. mleko. Po części jest to pewnie spowodowane chęcią oferowania bardziej kompleksowej obsługi, a po części wynik dostosowania do klienta w różnym stopniu, ale jednak zamerykanizowanego - np. o ser czy wędliny prosi się w funtach, na dziale dań gotowych dodatkiem są "mash potato", w wąskich przejściach między półkami częściej słyszy się i mówi, z przyzwyczajenia, "excuse me", a nie "przepraszam"…
Amerykanie coraz bardziej przekonują się do polskiej żywności i chętnie robią zakupy choćby "PIAŚCIE" - sama obserwuje jak często język angielski pojawia się przy stoisku z wędlinami. O większym zainteresowaniu polskimi wyrobami mówią też oficjalne dane co niezmiernie mnie cieszy.
Pewnie nieraz o tym pisałam/mówiłam: amerykańskie jedzenie przegrywa z polskim chyba na każdym polu. Mamy lepsze słodycze, lepsze pieczywo, lepsze tradycje kulinarne, lepsze restauracje…dużo by wymieniać. Nawet hamburgery w polskich McDonaldach lepiej smakują. Zdaję sobie sprawę, że w jakimś stopniu idealizuję, taka ludzka skłonność, ale nie bez powodu każdorazowo odwiedziny w "polish store" to takie mini święto.
Po ponad dwóch latach pobytu stałego w USA skłamałabym mówiąc, że nic mi nie smakuje. W Stanach jest większy wybór produktów z całego świata, a i rodzimi amerykańscy producenci coraz częściej stawiają na produkcję "organic", więc cotygodniowe zakupy spokojnie mnie zadowalają i przy posiłkach się nie krzywię.
Z życia kulturalnego Polonii amerykańskiej! Laskowik!
Wszelkie obwieszczenia, plakaty i reklamy "made in Ojczyzna" na szybach "polish store" to norma bo w końcu gdzie indziej miałyby łowić zainteresowanie.
Pozdrawiam
SK







Brak komentarzy:
Prześlij komentarz