Filmy sci-fi nie należą do moich ulubieńców, ale czasem trudno im odmówić ciekawej fabuły, nowatorskich rozwiązań i po prostu pomysłu ("The Matrix" - przykład, którego nie trzeba nikomu przedstawiać). W przypadku "The Martian" mamy do czynienia z adaptacją książki - chyba niekoniecznie bardzo wierną, ale przemysł filmowy rządzi się swoimi prawami, a ten amerykański to już w ogóle.
Na Marsie w niedalekiej przyszłości trwa misja badawcza, którą niespodziewanie przerywa potężna burza pisakowa (jedyny element fikcyjny jeśli chodzi o warunki panujące na czerwonej planecie, dodany na potrzeby fabuły - no, z jakiegoś powodu musieli odlecieć). Opuszczony przez towarzyszy przekonanych o jego śmierci, astronauta Mark Watney staje w obliczu walki o przeżycie przy czym wszystko co pokazuje Bear Grylls to nic. Sam, na obcej planecie, na której nic nie rośnie, z perspektywą czteroletniego oczekiwania na kolejną kosmiczną ekspedycje - sytuacja nie do pozazdroszczenia. A jednak bohater się nie załamuje, zakasa rękawy, a w prowadzonym wideo-pamiętniku raczy soczystymi dowcipami. Na ziemi tymczasem toczy się inna walka bo gdy w końcu NASA zorientowała się, że Watney ma się całkiem nieźle, rozgorzały spory i dylematy z dziedzin od politycznych, PR-owych do szeroko pojętych technicznych i naukowych - jak to na ziemi. Miejscem akcji, choć o wiele spokojniejszej, staje się również statek kosmiczny z załogą misji na Marsa pod dowództwem nękanej wyrzutami sumienia pani komandor, który jest w kilkumiesięcznej trasie powrotnej. Czy to nie brzmi ciekawie? Cóż, nas skłoniło do kupienia biletów.
Ridley Scott, reżyser wielkich filmów ("Thelma and Louise", "Alien", "Helikopter w ogniu" i choć go nie znoszę to odmówić wielkości nie mogę - "Gladiator") w moim odczuciu po gorszej serii tytułów, których nawet nie chce mi się wymienić, odżył zawodowo reżyserując blockbustera, który wreszcie wszystko ma na swoim miejscu.
Obsada (przynajmniej ta część na, którą zwróciłam większą uwagę):
Nie to, że nie uważam Matta Damona za utalentowanego aktora, wręcz przeciwnie, jest co najmniej kilka filmów w jego karierze, które lubię ("The Talented Mr. Ripley) czy lubię bardzo (taki np. "Good will hunting"), ale odczuwam jakąś irracjonalną (przyznaję) niechęć do serii o panu Bourne, co od jakiegoś czasu skutkuje u mnie nie oglądaniem Damona w innych filmach nad czym ubolewam, od wczoraj jeszcze bardziej.
Jeff Daniels - ostatnim razem widziałam go w "Dumb and Dumber To", ale nie miałam żadnych wątpliwości, że rola szorstkiego szefa NASA to dla niego bułka z masłem.
Chiwetel Ejiofor - całkiem prężnie działający aktor z dobrymi rezultatami. Lubię go w rolach szlachetnych naukowców.
Sean Bean - czy jest zimnym draniem, czy popełniającym błędy, surowym dowódcą o szlachetnym sercu czy poczciwym, starającym się sprowadzić astronautów do domu pracownikiem NASA - zawsze jest dobry w tym co gra.
Pozostała część obsady filmu "The Martian"również się sprawdziła i zdecydowanie działa na plus obrazu.
Słuchanie na Marsie starego, dobrego disco w wykonaniu np. zespołu ABBA? Dlaczego nie.
Polskim akcentem filmu, o sporym znaczeniu, jest Dariusz Wolski. Operator robiący karierę w Hollywood. Mamy szczęście do cenionych i utalentowanych operatorów filmowych, a Dariusz Wolski jest tego najlepszym przykładem. Bardzo podobają mi się zdjęcia jego autorstwa do wielu filmów, jego styl i wyczucie. Możemy być dumni z jego obecności w tym największym filmowym światku.
"THE MARTIAN" to typowy komercyjny film, z typowym amerykańskim humorem, typowym hollywoodzkim napięciem i typowym hollywoodzkim szczęśliwym zakończeniem, ale wszystko to jest w najlepszej jakości - duży budżet zapewnił rozmach, humorystyczne momenty śmieszą, napięcie trzyma, a zakończenie (nie tylko) wzrusza. I ja to kupuje z całym inwentarzem bo on sprawia, że się "The Martian" po prostu dobrze ogląda, a 2 godziny i 20 minut mijają szybko i na dobrej zabawie. Dodatkowo temat "na czasie", kolonizacja Marsa coraz bardziej rozpala wyobraźnie prawie całego świata (Hollywood trzyma rękę na pulsie) i przekaz filmu: zamiast się poddawać, próbuj rozwiązywać swoje problemy, krok po kroku nawet jeśli się potykasz to zawsze idziesz do przodu, z wszystkim można sobie jakoś poradzić. Nic tylko polecać!
Pozdrawiam
SK
Ostatnio w Teleexpresie mówili, że szczecińska firma zrobiła specjalne kopuły geodezyjne do tego filmu, które w bardzo dużej mierze robiły za plan filmowy w "Marsjaninie". Więc to już drugi polski akcent:)
OdpowiedzUsuńNo proszę, a to ciekawostka :) dzięki
OdpowiedzUsuń