Mój manikiur:
1. Piłowanie i polerowanie.
Wiem, że należy piłować paznokcie w jednym kierunku, wiem, próbowałam, ale niestety nie potrafię pozbyć się nawyku ruchu piły do drewna. Do uzyskania odpowiedniego efektu używam polerki, którą poza wypolerowaniem wierzchniej płytki paznokcia stosuję również do wygładzenia jej brzegów.
Już dawno przestałam mieć bzika na punkcie dłuuugich paznokci i najczęściej teraz wybieram kształt "zaokrąglonego kwadratu", ale w wersji krótkiej. Ot, wygodniej i nie mniej elegancko moim zdaniem.
2. Wycinanie skórek.
Co to była za rzeźnia, kiedy na początku zaczęłam wycinać je "za daleko", okropność bo zamiast malowaniem byłam zajęta tamowaniem mini krwotoku z kilku palców. Udałam się więc do kosmetyczki czego efektem było jedynie to, że wówczas to kosmetyczka była zajęta przyciskaniem waciku i tamowaniem.
Teraz znam już dobrze granice moich skórek, a wyposażona w specjalny drewniany patyczek, płyn do zmiękczania tych delikatnych okolic paznokcia i naprawdę ostre cążki (to najważniejsze) radzę sobie z tym elementem należcie, a co ważniejsze bez rozlewu krwi i bez zaczerwienień.
3. Base Coat.
Nakładam na odtłuszczoną wcześniej płytkę paznokcia.
4. Lakier
I ten punkt jest najważniejszy. Od właściwego pomalowania paznokci zależy czy zdecydowanie chętniej będziemy gestykulować i wskazywać coś palcem czy raczej chować dłonie po kieszeniach.
Lakier nakładam z odpowiednią jego ilością na pędzelku, zaczynam od środka paznokcia i rozprowadzam w górę i w dół uważając na zostawienie dystansu od skóry (mniejszego lub większego w zależności od wprawy). Dzięki temu optycznie poprawiam jeszcze kształt paznokcia i unikam zapaćkanej skóry dookoła.
Jako nastolatka byłam przekonana, że każdy fragment płytki paznokcia musi być pokryty lakierem. Z takim przekonaniem nie można ustrzec się przed lakierem na skórze dookoła paznokcia, zwłaszcza przy malowaniu lewą ręką. Pomagałam sobie patyczkiem kosmetycznym i zmywaczem, ale i tak moim patentem było mycie naczyń następnego dnia, dzięki czemu lakier znikał ze skóry i … niestety szybciej z paznokci (!?).
Zależnie od krycia lakieru nakładam drugą cienką warstwę i odczekuję chwilę przed kolejnym krokiem.
5. Top Coat.
Nakładam cienką warstwę na lakier, nie zapominając o brzegach na których najczęściej dochodzi do odprysków.
6. Schnięcie.
Czy któraś z nas nie ma wspomnienia, chociaż jednego, pod tytułem: pomalowałam paznokcie, myślałam, że już wyschły, a i tak odcisnęła się np. pościel po tym jak malowałam wieczorem dzień wcześniej. Nie raz mnie to spotkało i strasznie wkurzało.
Teraz wyposażone w dobry Top Coat mamy znacznie sprawę ułatwioną, ale przydałoby się coś jeszcze żeby uniknąć długiego czasu czekania i uważania na wszystko… Moim sposobem jest miseczka z zimną wodą i lodem. Po upływie dobrej chwili od nałożenia ostatniej warstwy na paznokcie, wkładam (oczywiście uważając na kostki lodu) palce do miseczki i tyle czasu ile jestem w stanie wytrzymać przed odmrożeniem, je tam trzymam. Powtarzam czynność na zmianę z drugą ręką. Rezultatem, o ile nie przesadziłam z warstwami, jest całkiem suchy lakier i nawet zapinanie guzika w spodniach nie jest mi straszne.
Moją ulubioną marką lakieru jest w tej chwili OPI, ale nie ukrywam, że dopiero od czasu przeprowadzki do US. Przyczyna oczywiście banalna: cena tych lakierów w Polsce. Prawie 50zł za buteleczkę lakieru to zdecydowanie za dużo do przełknięcia dla pragmatycznej strony mojej natury. Co innego tutaj gdzie za buteleczkę w cenie regularnej płaci się około 8-9$, a często można je spotkać w cenie 3 - 4$ na różnych promocjach i w wybranych sklepach gdzie w tej niższej cenie na stałe, w bardzo dużej palecie barw, są oferowane.
Dlaczego najczęściej wybieram właśnie ten lakier? Z kilku powodów. Na początku zachłysnęłam się ceną: "kurde, te lakiery są tu takie tanie?! biorę!" - sądzę, że to ciągle ma jakiś wpływ. Ale najważniejszy pozostaje fakt, iż bardzo odpowiada mi ich trwałość. Przy zastosowaniu się do powyżej wymienionych kroków, mogę śmiało liczyć na przynajmniej 5 dni efektu.
Pozdrawiam
SK
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz